Dziś zakończyła się moja randka z owerlokiem Silvercrest. Pożegnaliśmy się dość chłodno, ta miłość nie miała szans przetrwać. ;)
To był trudny związek.
Szyłam na nim naprawdę sporadycznie i absolutnie nie forsowałam. Jednak wciąż zawodził. Nieustanny problem z naprężeniem nici powodował opóźnienia w zaplanowanej pracy i koniec końców sprawiał, że szybko wyciągałam zwykłą maszynę do szycia i choć nie dysponuję w niej prawdziwym ściegiem owerlokowym, to jednak zawsze mogę liczyć na jej niezawodność a także cichą, gładką pracę.
Igły dołączone do zestawu połamały się w tempie ekspresowym - z litości pominę ich markę;) Dawno nie widziałam igieł z tak kruchej stali. (Tak poza tym ostatnią igłę złamałam z 15 lat temu, ja naprawdę szyję delikatnie i z uwagą, by nie zniszczyć maszyny)
Zamontowałam igły Schmetz, było znacznie lepiej, ale w pewnym momencie lewa igła przestała łapać ścieg. Dlaczego? Ani ja, ani mój mąż nie rozwiązaliśmy tej zagadki, choć czytaliśmy pilnie instrukcję i tysiąckrotnie nawlekaliśmy od nowa wszystkie nici.
Pewnego dnia okazało się, że nie działają ściegi rolujące. ŻADEN. Dlaczego? Nie wiadomo. Możliwe, że jakiś mechanizm się przestawił - ale jakim cudem? Od złamania igły?
W końcu naprężenie zółtej nici (czyli dolnego chwytacza) po raz kolejny przestało reagować. To było dziś i doszłam do wniosku, że dość tego dobrego - niech się martwi tym wszystkim producent, bo niedługo zabraknie podziałki na pokrętle a ścieg nadal będzie nierówny.
Spakowałam ustrojstwo, wzięłam teścia i pojechałam do Lidla. A tam - o nic nie pytali, po prostu oddali pieniądze. Nie przyszło mi na myśl, żeby domagać się najpierw naprawy.
Cóż - w recenzji owerloka swego czasu pisałam, że być może warto go kupić pomimo pewnych wad. Hmmm - ponoć po naprawie może działać bezawaryjnie. Pani w Lidlu jednakowoż wspomniała, że naprawa może trwać pół roku. Czy gra warta świeczki? Pozostaje powtórzyć za recenzją - czasem koszt niemarketowego owerloka (jak chociażby Merrylocka) jest nie do przejścia, więc jedyne, co mogę doradzić, to po zakupie silvercresta uzbroić się w cierpliwość i pozytywne myślenie, bo jest ogromna szansa, że pójdzie prędzej czy później do serwisu.
A moja prywatna refleksja jest taka - nigdy więcej budżetowych maszyn. Szkoda mojego czasu. Nie czuję złości, bo odzyskałam pieniądze - jednak trochę żal, że w tym przypadku termin "tanie maszyny też są dobre" okazał się troszkę naciągany. Tanie maszyny bywają również (niestety) bardzo złe.